Pierwszokomunijne szaleństwo właśnie trwa albo jest już za nami, a skoro są Komunie, to muszą być i prezenty. A czym najłatwiej uszczęśliwić wyczesanego i wystrojonego na biało chrześniaka?

Oczywiście najmodniejszym w tym sezonie gadżetem z promocji. A zatem, sądząc po ofercie z hipermarketowych gazetek, można śmiało założyć, że najczęściej odpakowywanym prezentem w maju (nie licząc smartzegarków i wykrywaczy metalu) będzie jakiś dron – elektryczny przedmiot pożądania z wiatraczkami.

Pomysł obdarowania trzecioklasisty prawdziwym, latającym na sporą wysokość i odległość statkiem powietrznym wydaje się dość ryzykowny, ale czego nie robi się dla szeroko rozumianej politechnizacji młodzieży? Oczywiście dron dronowi nierówny i tak jak w przypadku każdego prezentu, liczy się wielkość, jakość, marka i tzw. współczynnik zawiści u sąsiadów. Tu nie ma mowy o kompromisach . Zresztą widok radości na twarzy bratanka w zetknięciu ze zdobyczą nowoczesnej techniki wart jest każdych wyrzeczeń i rat spłacanych przez dwa lata…

Z dronami zapewne będzie tak, jak niegdyś z innym szalenie popularnym prezentem – kolejką elektryczną. Najpierw bawić się będą dorośli. Wszak prezenty kupujemy głównie dla zaspokojenia własnych marzeń z dzieciństwa. Tak więc jako pierwsi do eksperymentów z awiacją przystąpią podpici wujkowie, którzy przecież muszą pokazać gówniarzowi, jak po mistrzowsku robi się dronem beczkę, kobrę i ślizg na ogon – jak powszechnie wiadomo, brak ogona absolutnie w tym nie przeszkadza. A właściwie czemu nie rozpakować drona już wcześniej i nie sfilmować z góry całej uroczystości na świeżym powietrzu? A nawet – przy odrobinie fantazji – we wnętrzu kościoła? Niech młody ma fajną pamiątkę z Komunii, a co!…

Dopiero gdy wujkowie znudzą się zabawką i przystąpią do dalszej konsumpcji, młodzież będzie mogła pokazać, co potrafi. A potrafi wiele, a nawet więcej, zawstydzając hurtem Chucka Yeagera, Toma Cruise’a w Ray-Banach i wszystkich mądrali z NASA przy okazji. Co tam lot na Księżyc, skoro można nadlecieć zza węgła i znienacka zrujnować fryzurę cioci Danusi, poprzewracać butelki na stole albo widowiskowo wpakować się w tort.

Możliwości użycia dronów są nieskończone – od podglądania sąsiadek opalających się topless na balkonie po kradzieże rowerów i porwania wózków z niemowlętami. To wcale nie taka fikcja, bo poza nie służącymi do niczego mikroskopijnymi zabaweczkami w rodzaju SKEYE Nano Drone i klasycznymi dronami średniego rozmiaru, są już maszyny zdolne udźwignąć spory ciężar – na przykład niemiecki Volocopter, który będzie zabierać na pokład 450 kg ładunku. Np. bomb…  Na szczęście na razie jest jeszcze w fazie prób.

Drony stają się na tyle popularnym prezentem komunijnym, że kto wie, czy wkrótce nie zaczniemy bać się wychodzić z domu, a maj zostanie ogłoszony międzynarodowym miesiącem wrogiego nieba. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że wskutek słabego rozeznania rodziców chrzestnych część prezentów przerośnie zaplecze sprzętowe chrześniaków i z braku odpowiedniego smartfona do sterowania drony bezpiecznie skończą jako ekskluzywne wentylatory do kuchni.  Od biedy mogą też posłużyć jako monitoring lodówki, z której ktoś nocami ciągle wyjada korniszony…

Więc może jednak trzeba było kupić wykrywacz do metalu?

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • LinkedIn