Jeśli zaryzykowaliście zachwalaną w poprzednim felietonie ucieczkę od technologii, to nie ma co ukrywać, że powrót do rzeczywistości po wakacyjnym odosobnieniu w leśnych ostępach może być traumatycznym doznaniem…

W większości przypadków pierwszym kontaktem z zaawansowaną technologią okaże się zatrzymanie przez nieoznakowany radiowóz z wideo-rejestratorem, gdy wciąż w wakacyjnym nastroju będziecie pędzić przez wioski i miasteczka. Nic tak nie ściąga na ziemię, jak udzielony przez funkcjonariusza nieoprocentowany, siedmiodniowy kredyt gotówkowy na 500 złotych (płatny na poczcie, w banku lub przez Internet).

A po powrocie do domu? Oczywiście dziesiątki albo setki niezwykle ważnych maili, czekających na przeczytanie. Nawet po zgrubnym posortowaniu i odrzuceniu wszystkich szalenie atrakcyjnych ofert na bezzwrotne pożyczki, cudowną pneumatyczną kurację odchudzającą czy wycieczkę do Lichenia i tak zostaje cała masa materiału do przebrnięcia. To samo czeka was na wszystkich kołchozach społecznościowych, na których zarejestrowaliście się po to, aby być szczerze kochanym i podziwianym przez 200 tysięcy znajomych. Teraz trzeba to wszystko podlajkować, skomentować i koniecznie wrzucić gigabajty słitfoci i filmików z wakacji. No i koniecznie nadrobić wszystkie inne zaległości w Sieci.

Niestety, istnieje ryzyko, że podczas łapczywego nadrabiania zaległości  wpadniecie w pułapkę oprogramowania z gatunku ransomware, które ostatnio panoszy się na smartfonach. To cholerstwo osobliwie uwzięło się  na amatorów porno – w trakcie oglądania filmików robi użytkownikowi zdjęcie i blokuje na amen telefon, żądając okupu w wysokości 500 dolców (płatne na poczcie, w banku lub przez Internet…). A jeśli nie zapłacicie, to poinformuje o waszych upodobaniach wszystkich 200 tysięcy znajomych. To się nazywa globalna wioska…

Na tym nie koniec emocji. Jak się okazuje po sielankowym pobycie w lesie, gdzie naszemu samochodowi mogły zagrozić co najwyżej spadające szyszki i żywiące się kablami kuny, w rejonach zurbanizowanych drastycznie wzrasta ryzyko przejęcia pojazdu przez hackerów. I to zdalnie. Coraz większe upakowanie skomputeryzowanych technologii i środków łączności bezprzewodowej w nowych samochodach sprawia, że stają się one obiektem zainteresowania cyfrowych włamywaczy. Na razie samochody nie odjeżdżają same, ale jak dowodzi przypadek hackerskiego ataku na Jeepa, przy odrobinie cudzej złośliwości możecie spędzić przymusową podróż z klimatyzacją ustawioną na 36 stopni, włączonymi na stałe wycieraczkami i rozkręconym na maksa odbiornikiem, który zaciął się na Radiu Maryja. No, chyba że rozbijacie się jak paniska Matizem lub Dacią Logan – wtedy możecie spać spokojnie – ale Chrysler już wezwał do serwisu 1,4 miliona swoich klientów.

Aha, jakby ktoś chciał odetchnąć od wszystkich tych nowoczesności, to warto wspomnieć, że niedawno odbyła się konferencja Apple, na której zaprezentowano kilka absolutnie przełomowych produktów – tablet z rysikiem i doczepianą klawiaturą, system operacyjny z multitaskingiem, telefon z kamerą 4k, podróbkę SmartTV, oraz kilka nowych pasków do elektronicznego zegarka z melodyjkami. Większość z tych pomysłów i rozwiązań jest wprawdzie znana od ładnych paru lat, ale Apple kreatywnie wymyśliło im całkiem nowe nazwy, utwierdzając swoją pozycję światowego lidera recyclingu istniejących technologii. Jak widać, w Cupertino trwają nieustanne intelektualne wakacje. Oni tam wciąż jeszcze nie złapali kontaktu z rzeczywistością…

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • LinkedIn