Idą Święta, a to oznacza, że znów będziemy się wzajemnie obdarowywać całym mnóstwem przedmiotów, których jedyną racją bytu jest to, że można się nimi obdarowywać. Jakoś tak się złożyło, że przez wiele ostatnich lat wśród prezentów prym wiodą elektroniczne gadżety, których największy wysyp następuje właśnie w okolicy Świąt. Elektronika użytkowa zdominowała, zastąpiła i zepchnęła na dalszy plan takie klasyki jak ciepłe skarpety, krawaty w renifery czy podgrzewacze do herbaty. W sumie nie ma się co dziwić, bo parcie ze strony tej branży jest ogromne, a pomysłowość chińskich producentów nie zna żadnych granic.

W tym natłoku ofert nie jest łatwo znaleźć ciekawy i oryginalny prezent. Najtrudniej zaskoczyć rasowego gadżeciarza, który ma już wszystko, a o rynkowych nowościach wiedział na miesiąc przed ich premierą. I tu z pomocą przychodzą wyszukiwarki, pełne pomysłów na kreatywne prezenty w rodzaju podgrzewanego futerału na wiosło albo papieru klozetowego z hologramem Klubu Honorowych Członków Załogi USS „Enterprise” z siedzibą w Radomiu.

Owszem, fajnie jest skorzystać z takich podpowiedzi, ale zanim wklepiemy w wyszukiwarkę frazę „prezent dla geeka w średnim wieku”, dobrze mieć świadomość, że za świąteczną tradycją i radością kupowania prezentów kryje się też mroczna strona Big Data. Szukając w Internetach gwiazdkowego prezentu dla teściowej, żony czy dzieci szwagra, możemy mieć pewność, że Wielki Brat Google nigdy nam tego nie zapomni i wykorzysta przy każdej nadarzającej się okazji – potem przez kilka najbliższych tygodni będziemy zasypywani reklamami ortopedycznych klapków, fikuśnej bielizny i księżniczek Disneya. Albo co gorsze – reklamami emerytowanych księżniczek w fikuśnej bieliźnie i ortopedycznych klapkach… Jeśli więc nade wszystko cenimy sobie prywatność, pozostaje już tylko posiłkować się wyłącznie gazetkami z hipermarketów, wykradanymi nocą ze skrzynek na listy, a na zakupy jechać incognito PKS-em do sąsiedniego miasta.

Wizja zakupowego szału kontrolowanego przez wszędobylski Internet wydaje wam się przesadzona? Niestety, jest nader realna. A czego spodziewać się w przyszłości, gdy doczekamy nieuchronnego połączenia Big Data i sztucznej inteligencji, a komputery wezmą się za predyktywną analizę danych i zaczną przewidywać przyszłe mody i trendy zakupowe na podstawie naszych aktualnych zachowań, wyborów i treści listów do Świętego Mikołaja? Potem te dane będą użyte do prognozowania, kto co chciałby dostać w prezencie i podsuwane w postaci reklam naszym darczyńcom. Nie dziwcie się więc, gdy kiedyś znienacka znajdziecie pod choinką siodło, paczkę plastrów i zestaw testów DNA do ustalania ojcostwa… No cóż, nie trzeba było szukać na torrentach tego odcinka „Gry o tron” z Bitwą Bękartów…

Chcemy czy nie chcemy, technologia czai się wszędzie – zarówno w formie prezentów, jak i manipulacyjnych technik sprzedaży. Jeśli to komuś niemiłe, to jest tylko jedno wyjście – poszukać zajęcia przy wypalaniu węgla drzewnego gdzieś w głębi Bieszczadów. Inaczej nie da się uciec od permanentnej inwigilacji.

A skoro już wszyscy i tak dostajemy te smartfony, tablety i laptopy z przeróżnymi whatsuppami, facetimami i inymi messengerami, to może wreszcie pora zrobić z nich właściwy użytek i nie bacząc na ryzyko utraty prywatności w Sieci odnowić kontakty z przyjaciółmi z podstawówki, złożyć życzenia nielubianej cioci z Torunia czy nacieszyć się rozmową z bliskimi, których los rzucił na drugi koniec świata? Niech wreszcie cała ta technologia pokaże ludzką twarz i posłuży zbliżeniu naszej człowieczej gromadki, czego nam wszystkim gorąco życzę…

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • LinkedIn