Mimo że nie doczekaliśmy się podboju komputerów stacjonarnych przez Linuksa, ten system operacyjny jest używanych w ogromnej liczbie urządzeń. W zastosowaniach serwerowych sporo szumu jest ostatnio wokół CoreOS, który prezentuje ciekawe podejście do architektury systemu operacyjnego.

Stara fraza „wreszcie nadchodzi rok Linuksa na desktopach” – dzisiaj powtarzana już jako żart – odwraca uwagę od ogromnego sukcesu, jaki ten system operacyjny osiągnął w wielu innych obszarach. Wiadomo, jak popularny jest Linux na serwerach. Android jest najpopularniejszą platformą smartfonów. Co więcej, wkrótce zadebiutuje również Ubuntu Phone. Także tablety z Androidem są na świecie bardziej popularne niż iPad. Zapowiada się również duży sukces Linuksa w inteligentnych telewizorach (Smart TV) oraz innych urządzeniach, w tym ubieralnych komputerach (wearable) podłączonych do Internetu.

Linux zapuszcza się również w świat laptopów (Chromebook) i komputerów stacjonarnych (Chromebox) dzięki systemowi operacyjnemu Chrome OS opracowanemu przez Google. Popularność Chrome OS stale rośnie. Zdaniem ekspertów takie uproszczone platformy będą w przyszłości używane przez przeciętnych użytkowników komputerów. Natomiast tradycyjne dystrybucje Linuksa na desktop będą oazą dla zaawansowanych. Można więc śmiało powiedzieć, że rok Linuksa już nadszedł, choć jest on popularny wszędzie, tylko nie na komputerach stacjonarnych.

Czy Linux stał się zbyt rozbudowany?

Założyciele CoreOS nie mają co do tego wątpliwości. Aplikacje działające w tym systemie operacyjnym stają się coraz bardziej specjalizowane, przez co spada zapotrzebowanie na dystrybucję o ogólnym przeznaczeniu. Dlatego część ekspertów uważa, że Linuksa czeka w nadchodzących latach intensywne odchudzanie. Na szczęście otwarta natura tego systemu operacyjnego sprawia, że jest to możliwe do zrealizowania. Już teraz widać rosnącą przepaść nie tylko między użytkownikami desktopowego Linuksa a administratorami serwerów, ale nawet między różnymi, serwerowymi zastosowaniami tego systemu operacyjnego.

Zamiast dystrybucji o ogólnym przeznaczeniu – wyposażonej w mnóstwo funkcji, ale także w spory balast zbędnych komponentów – eksperci przewidują „cienkie” dystrybucje Linuksa, które np. służą do obsługi serwerów e-mail. Choć nie jest to nowy pomysł, znacznie zyskał na znaczeniu w ciągu kilkunastu miesięcy za sprawą takich projektów, jak Docker i CoreOS. Koncepcja CoreOS to Linux pozbawiony wszelkich zbędnych komponentów, zoptymalizowany pod kątem uruchamiania bezpośrednio na sprzęcie w celu obsługi klastrów Dockera, w których działają kontenery z aplikacjami.

Takie rozwiązanie może stać się z czasem dystrybucją realizującą wszystkie potrzeby w zakresie korzystania z zasobów obliczeniowych. Kontenery uruchamiane na takiej platformie trudno nazwać serwerami, ponieważ z reguły działa w nich tylko jeden proces. Według przedstawicieli CoreOS, jeśli ich projekt odniesie sukces, system operacyjny przestanie być istotny. Taki scenariusz mógłby zagrozić przyszłości Red Hata, Ubuntu czy SuSE.

Bardziej obiektywnie na sprawę patrzą analitycy Gartnera. Uważają oni, że CoreOS nie jest bezpośrednim zagrożeniem, ponieważ raczej poszerza on rynek Linuksa, niż zabiera udziały dotychczasowym graczom w obszarach, w których ich produktu znajdują zastosowanie. Mimo to jest on zagrożeniem dla tradycyjnych dystrybucji Linuksa.

Regularna dystrybucja dużej liczby łatek

Część ekspertów uważa, że tradycyjne dystrybucje nie mogą zniknąć, ponieważ ktoś musi realizować ich zadania związane z dystrybucją łatek bezpieczeństwa, choć już w mniejszym zakresie. Dużą zaletą CoreOS może okazać się właśnie bezpieczeństwo. Autorzy tego systemu operacyjnego przekonują, że opracowali efektywny sposób instalowania łatek. Zamiast udostępniać kilka razy do roku duże aktualizacje, których instalacja jest poważnym zadaniem dla działu IT, użytkownicy CoreOS będą otrzymywać regularnie dużą liczbę małych łatek, które będą automatycznie instalowane.

Jest to koncepcja zapożyczona ze świata przeglądarek internetowych. Poziom bezpieczeństwa tych programów znacznie się poprawił, kiedy Google Chrome zaczął automatycznie aktualizować przeglądarkę. Czy ten sam schemat sprawdzi się w świecie serwerów? Jeśli tak, CoreOS będzie świetnym narzędziem, aby skutecznie zarządzać zabezpieczeniami serwerów w przyszłości. Czy jest dobry kierunek, przekonamy się za jakiś czas, ale niezależnie od odpowiedzi, jest to bez wątpienia istotna zmiana w stosunku do tradycyjnych sposobów zarządzania Linuksem. Być może jednak nie będzie miało to znaczenia, jeśli świat IT odwróci się od Linuksa.

Wątpliwości

Analitycy Gartnera zauważyli, że 38% wszystkich wydatków na IT pochodzi spoza budżetów działów informatycznych, a w 2017 r. ten odsetek ma wynieść 50%. Motorem tych zmian nie są wyłącznie deweloperzy, choć za powstanie tzw. szarej strefy IT odpowiada głównie ta grupa. To jednak właśnie do programistów trafiają zlecenia budowania aplikacji biznesowych niezależnie od IT. Od deweloperów wychodzi oczekiwanie, aby Linux był chudszy i chudszy.

Część ekspertów sugeruje, że CoreOS nie jest niczym nowym. Ich zdaniem to kolejna dystrybucja Linuksa ciesząca się dużym zainteresowaniem użytkowników. CoreOS to po prostu inny sposób realizowania funkcji systemu operacyjnego. Jeszcze inni uważają, że nawet jeśli CoresOS jest różni się od dotychczasowych dystrybucji Linuksa, to dla takich graczy, jak Fedora, powielenie tego rozwiązania nie będzie trudne. Trzeba jednak pamiętać również, że duzi producenci Linuksa nie zmienią modelu biznesowego z dnia na dzień.

Przyzwyczailiśmy się do myśli, że Linux może być dla wszystkich, ponieważ działa wszędzie – począwszy od urządzeń mobilnych, na superkomputerach skończywszy. Chociaż istnieją dystrybucje zoptymalizowane dla tak różnych platform sprzętowych, coraz większy jest popyt na dystrybucje realizujące specyficzne zadania. W skrócie, Linux staje się bardzo cienką usługą dla nowoczesnych deweloperów. Dlatego warto więc przyglądać się losom CoreOS.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • LinkedIn